-„Gdzie zdjęcie z kangurem? ”

-„To wy jesteście w Australii? Bez kangurów to wam nie wierzę.”

Takimi pytaniami zasypywała nas rodzina i przyjaciele jakieś dwa dni po przylocie do Australii. Na nic się zdały tłumaczenia, że kangury po ulicach Melbourne raczej nie skaczą i nie spotyka się ich w każdym parku. Zostaliśmy więc zmuszeni do udania się na poszukiwanie tego symbolu Australii.

Na wycieczkę w celu znalezienia torbaczy udaliśmy się do Woodlands Historic Park położonego niedaleko lotniska Melbourne. Już w trakcie podróży do parku udało nam się wypatrzyć przy drodze stadko kangurów.

– „Michał! Patrz! Kangur przy ogrodzeniu. On skacze!”

– „Byleby nam tylko pod koła nie wskoczył.”

Zareagowałam z wielkim entuzjazmem, podczas gdy Michał zachował typowy dla siebie stoicki spokój, związany pewnie z faktem, że jako kierowca nie mógł podskakiwać i wiercić się podekscytowany na swoim siedzeniu.

Po osiągnięciu celu podróży zaskoczyło nas, że większość spotkanych wycieczkowiczów wcale nie przyjechało szukać kangurów. Okolice parku to jedno z bardziej popularnych miejsc do tak zwanego plane spottingu. Nie bardzo rozumiem, co jest tak niezwykłego w obserwowaniu lądujących i startujących samolotów, podczas gdy za plecami ma się piękny krajobraz. Mnie, jak na razie, bardziej zachwyca dzika przyroda niż wielkie maszyny przygotowujące się do lotu.
a
Zostawiliśmy „łowców samolotów” za nami i udaliśmy się na spotkanie z naturą. Pierwszego kangura w Woodlands Historic Park wypatrzył oczywiście Michał, po czym usilnie starał się mi wytłumaczyć, w którą stronę mam spojrzeć, żeby też go zobaczyć. Mimo starań widziałam tylko trawę i krzaki, dopiero po przejściu 200 metrów udało mi się odróżnić torbacza od otaczającej go przyrody. Później spotkania z kangurami potoczyły się już lawinowo i natknęliśmy się na całe wypoczywające stadko. Kilka osobników czujnie stało na straży, podczas gdy pozostałe skubały trawę lub wylegiwały się. Myślę,  że widok turystów nie był dla nich żadną nowością, bo udało się nam obserwować je z odległości około 20 metrów. Takich grupek, wypoczywających kangurów, widzieliśmy podczas spaceru jeszcze kilka. Dosłownie wystarczyło przejść 100 metrów, żeby natknąć się na kolejną rodzinkę torbaczy. Największe wrażenie wywiera jednak widok skaczącego kangura. Dopiero wtedy można docenić piękno tego niezwykłego stworzenia.

Mamy nadzieję, że to początek naszych spotkań z torbaczami. Teraz z niecierpliwością czekamy na możliwość zobaczenia koali.