Naładowani energią po rejsie i wizycie w czarującej jaskini, wstaliśmy wyspani już w okolicach 6:00. Wszystkie zaplanowane atrakcje na terenach północnych odhaczyliśmy, a kolejna wielka, czyli Hobbiton, znajdowała się w samej w linii prostej jakieś 240km od naszego noclegu.

Nie chcieliśmy całego dnia spędzić tylko w trasie, zatem na naszej mapce nanieśliśmy zawczasu kilka punktów, a miast jechać wprost do celu, zdecydowaliśmy się objechać cały półwysep Coromandel.

Pierwszy postój, ten śniadaniowy, wypadł nam na surferskiej plaży w okolicy parku Te Arai Point. Miejsce piękne, a wschodzące słońce na błękitnym niebie pozytywnie nastawiło nas do dalszej podróży.New Zealand - CoromandelNew Zealand - Coromandel

Drobny zgrzyt pojawił się pod Auckland. W sumie w tym mieście podczas całego pobytu spędziliśmy jakieś 3 godziny (wliczając w to oczekiwanie na samolot) z czego 30 minut tegoż dnia w korku do centrum miasta. Nie przewidzieliśmy, że to już zwykły dzień roboczy, a wielkie metropolie dość klasycznie w okolicach 9-tej się blokują.New Zealand - Coromandel

Trochę frustracji, ale dalej już poszło sprawnie i mogliśmy gnać przed siebie na wspomniany wcześniej półwysep.New Zealand - Coromandel

W tym momencie muszę uderzyć się w pierś, ale zrobiliśmy tylko jedno ujęcie z samej jazdy na kraniec półwyspu. Nie wiem jak to się stało (trasa była zbyt piękna?), no ale brak kadrów jest smutnym faktem. Na pocieszenie zamieszczam zdjęcie innej podróżniczki (jej profil na portalu flickr). Dodam tylko, iż w naszym przypadku cała trasa upiększona była dziesiątkami kwitnących, czerwonych Christmas Tree, co czyniło jazdę jeszcze przyjemniejszą.

Coromandel Peninsula(ech, czemu nie mamy żadnych zdjęć…?)

A wspomniane ujęcie wykonaliśmy z punktu widokowego na drodze Whangapoua, z widokiem na Zatokę Mcgregor.

New Zealand - Coromandel

Naszym przystankiem po dość długiej jeżdzie miała być zatoka Opito. Napisałem „miała”, bo w pewnym momencie… po prostu zawróciliśmy. Dlaczego? W tym oto momencie nadszedł czas na opis kilku moich czarnych wizji odnośnie przyszłości świata.

Nowa Zelandia jest istotnie piękna i posiada mnóstwo malowniczych miejsc, co zresztą rzetelnie staramy się prezentować na fotografiach. Szkopuł w tym, że kardując świadomie pomija się rzeczy, które owo zdjęcie by popsuły. I tak znikają połacie domków, słupów elektrycznych, sztucznie zasadzonych (lub wyciętych w pień) lasów, krajobrazów zdewastowanych przez prowadzone wykopaliska minerałów wszelkich.

Zwiedzaliśmy północną wyspę, na której być może nie ma dużo ludności, ale systematycznie jej przybywa.  Powstają więc coraz większe farmy (z klasycznymi „krówkami pod burgery”) czy też domy (każdy oczywiście umiejscowiony na szczycie wzgórza, bo lepszy widok) i w taki oto sposób stopniowo człowiek niszczy przepiękny kraj. Podejrzewam, że najbliższa dekada lub dwie, to ostatni taki moment, kiedy możliwa jest prawdziwa ucieczka na łono natury.New Zealand - Coromandel

I jeszcze raz podkreślamy, iż obserwacje dotyczą wyspy północnej. Jak jest z południową, być może uda się ocenić w przyszłości.

Po drodze do zatoki minęliśmy kilka znaków obrońców przyrody (którzy sprzeciwiali się pracom prowadzonym w tym regionie), a z odległego wzgórza sami mogliśmy zobaczyć krajobraz „w trakcie remontu”. Zatem nic tam po nas.New Zealand - Coromandel
Zawracając, zatrzymaliśmy się na chwilkę nad zatoką przy miejsowości Kuaotunu. Skoro można przystanąć przy takim widoku, to grzech nie skorzystać.

New Zealand - Coromandel

Z Kuaotunu wyruszyliśmy bezpośrednio do Cathedral Cove, jednej z największych atrakcji turystycznych wyspy północnej. Przez natłok turystów przeszło 10 minut zajęło nam znalezienie parkingu przy wejściu na szlak. 🙂

Do jaskini idzie się nieco ponad pół godziny pięknym, zacienionym szlakiem.

New Zealand - Coromandel

Sama jaskinia sprawia niesamowite wrażenie. I tylko żałowaliśmy, że wokół tylu ludzi, a nam wszędzie śpieszno i nie mamy zbyt wiele czasu, aby rozłożyć się na plaży. O wschodzie Słońca widok musi być magiczny.New Zealand - Coromandel

New Zealand - Coromandel

Powyższym zdjęciem, w odniesieniu do wspomnianych tłumów, proponowałbym się nie sugerować. Ucząc się obróbki zdjęć „przypadkowo” z kadru zniknęła motorówka i około dwunastu ludzi. 🙂
New Zealand - Coromandel
New Zealand - Coromandel
Wracając, zeszliśmy ze szlaku, aby znaleźć się nad zatoką Gemstone. Wypoczynek na tamtejszej plaży akurat nie należy do najwygodniejszych.New Zealand - Coromandel

Dalej w planie dnia uwzględniliśmy punkt: „wykop sobie dołek na plaży i zrelaksuj w gorącym źródle”. Plaża Hot Water to druga w kolejności popularności atrakcja półwyspu Coromandel. Niestety, nasz pobyt w Nowej Zelandii i atrakcje związane z przypływami/odpływami nie szły ze sobą w parze. Okazało się, że dołek wykopać można tylko przez dwie godziny odpływu (gorące źródła znajdują się jakieś 20m w kierunku oceanu), a my spóźniliśmy się 15 minut. No cóż, zaoszczędzony czas postanowiliśmy spożytkować na „nicnierobienie”.
New Zealand - Coromandel

Opuszczając Coromandel zjechaliśmy jeszcze na plażę Onemana. Nie zagościliśmy jednak na niej zbyt długo, gdyż Kasia przestraszyła się godziny na zegarku (fakt, jeszcze trochę jazdy pozostało).New Zealand - Coromandel

Dzień bez jednej z nowozelandzkich pereł (mowa oczywiście o wodospadach) byłby stracony. Ostatnim przystankiem przed metą, czyli miejscowością Matamata (to w jej pobliżu znajduje się miasteczko Hobbitów), został wodospad Owharoa. Patrząc na te zdjęcia z perspektywy czasu, jeszcze bardziej chce się do tych wszystkich miejsc wracać.

New Zealand - Coromandel

W następnym odcinku: nowozelandzkie wzgórza. 🙂New Zealand - Coromandel

I na sam koniec klasycznie już dołączamy pokonaną przez nas trasę, tym razem czwartego dnia podróży: