Życie do góry nogami

Krótkie historie dwójki ryzykantów

SaaB i Grampians

Samochód w Australii

Dystans do pracy Kasi okazał się zbyt duży, aby sensownie korzystać z komunikacji. Po przylocie musieliśmy więc w dość krótkim czasie przyswoić sobie zasady rządzące australijskim rynkiem samochodowym i nabyć własny automobil. Jest kilka rzeczy, które już zawczasu należy wziąć pod uwagę, aby nie sięgnąć dna skarbonki.

Pierwszą z nich jest cena. Z marszu polecam skreślić wszystkie nowe auta. W momencie, gdy samochód zmienia właściciela, natychmiast traci sporo na wartości, a im młodszy, tym bardziej. Prawię banały, ale jednak warto mieć na uwadze, że traci się w dolarach, co potrafi zaboleć na początku pobytu w „droższym” świecie. Z racji sporej odległości od reszty zmotoryzowanego świata ceny aut też są po prostu wyższe.

W Australii (a przynajmniej w Wiktorii, czyli stanie, do którego trafiliśmy) pojazdy rejestruje się raz do roku. Niesie to ze sobą niemałą opłatę około 800$. Rejestracja obejmuje bowiem podstawowe ubezpieczenie od wypadków drogowych oraz wszelkie państwowe podatki i należności. W tym miejscu warto wskazać różnice między prywatnym sprzedawcą, a dilerem. Ten drugi powinien sprzedać auto już zarejestrowane. Jeśli tego nie robi, to lepiej dać sobie spokój i rozejrzeć się za czymś innym. Z prywatnymi osobami to kwestia umowna. Na rynku znaleźć można bardzo dużo tanich ofert, ale to właśnie rejestracja jest najczęstszym kruczkiem. Zazwyczaj albo dobiega końca (na co trzeba uważać), albo nie ma jej wcale.

Wraz z rejestracją idzie w parze certyfikat zdatności do jazdy (w ogłoszeniach roadworthy certificate lub RWC), czyli kolejne 100$ mniej w portfelu. Nie można odnowić tablic lub przekazać je pod nowe nazwisko bez uprzedniej inspekcji w certyfikowanym serwisie samochodowym. Łącząc informacje o rejestracji i certyfikacie dochodzi się do jednej rzeczy – nie warto nawet szukać samochodów, które ich nie posiadają. W ten sposób być może eliminuje się ogromną część (znacznie tańszego) rynku, ale w pozostałej porcji łatwiej o dobre i sprawne auto.

W przedziale 5000-6000$ (wliczając rejestrację i certyfikat) znajdzie się już coś dla każdego. Szczęśliwy Kowalski kupił więc i pomyślnie przerejestrował nowy pojazd (na marginesie, to zapłacił państwu kolejne 200$ tak zwanej „Stamp Duty”, bo tyle wynosi opłata za znaczek za samochód o takiej wartości), ale następnego dnia ktoś sprzątnął mu go sprzed okna i teraz musi wszystko zaczynać od początku. A to tylko dlatego, że szkoda mu było wydać kolejne 800-1200$ na roczne kompleksowe ubezpieczenie. Przylatując z Polski, przynajmniej przez przez pierwszy rok, nie ma co liczyć na zniżki, bo po prostu nie miało się do czynienia z największymi lokalnymi firmami ubezpieczeniowymi. Promocje niestety przychodzą wraz ze „stażem” w danej firmie. Płacz i płać.

A co, jeśli siądzie nam akumulator, albo samochód z sobie tylko znanych powodów nie zechce odpalić? Pomoc drogowa, oczywiście nieuwzględniona w „kompleksowym ubezpieczeniu”. Jedyne 100-150$ na rok. Koszt niewielki, ale znów na początku podróży odczuwalny. Czy coś ponadto? Załatanie wszystkich niewielkich usterek, których nie dało wychwycić się przy zakupie i zostają już tylko okresowe przeglądy oraz paliwo. 🙂

Paliwo. Śmiesznie tanie. Tak bardzo, że porównując średnie zarobki w Polsce i Australii oraz koszty pełnego tankowania to tak, jakby do baku zamiast benzyny wlewać wodę „Oazę” z Biedronki.

Zbierając wszystko razem – jeśli ktoś kupował już wcześniej auto, to wszystko wyda mu się dość znajome. Dla nas była to pierwsza taka przygoda w życiu. Bardziej zależało mi jednak na zwróceniu uwagi na koszta. W naszym przypadku w przeciągu tygodnia z konta magicznie wyparowało około 6500$. Jeśli jednak myśli się o ponad rocznym pobycie na Antypodach, to warto wcześniej zaplanować ten wydatek. Możliwość weekendowego wypadu w dowolne miejsce na mapie (w granicach rozsądku, rzecz jasna), to naprawdę ogromna zaleta.

0

Wcześniej

Healesville Sanctuary, czyli koale po raz pierwszy

Później

Przystojni surferzy i słodkie pingwinki, czyli weekend na Phillip Island

1 Komentarz

  1. Żurawina

    baobab
    Przystojny właściciel lśniącego pudełka.

Dodanie komentarza nie jest już możliwe.