Życie do góry nogami

Krótkie historie dwójki ryzykantów

Leniwa niedziela, czyli brunch w Fitzroy i panorama Melbourne z 88 piętra

Pewnej słonecznej niedzieli postanowiliśmy pójść w ślady mieszkańców Melbourne i wybrać się na brunch (ang. breakfast + lunch). Jest to posiłek jadany późnym przedpołudniem, w czasie którego spożywa się zarówno produkty typowo śniadaniowe jak i właściwe obiadom. Australijczycy mają w zwyczaju spędzać sobotnie wieczory na imprezach, w związku z czym niedzielne poranki często przesypiają. Na pewno niejednokrotnie zdarzyło wam się wstać po 12 i zastanawiać się, czy lepiej zacząć dzień od śniadania, czy raczej zaczekać już na obiad. W takim momencie brunch wydaje się być idealnym rozwiązaniem. 😉

Przed przyjazdem do Australii obiecaliśmy sobie, że w każdy weekend postaramy się odwiedzić jakieś nowe miejsce. Tym razem wybór padł na dzielnicę Fitzroy, znaną z dużej ilości alternatywnych kawiarni, restauracji, lodziarni oraz sklepów. Jako, że nie mieliśmy konkretnego celu, postanowiliśmy pokręcić się po okolicznych uliczkach w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na późne śniadanie. W czasie spaceru podziwialiśmy liczne graffiti, przypominające bardziej Łódzkie murale, niż typowe dla polskich ulic niechlujne napisy na murach.

20160723_101728

20160724_110109

20160723_101752
20160724_110858

Udało się nam także odwiedzić The Rose Street Artists’ Market, czyli targowisko, na którym można obejrzeć i kupić rękodzieło tworzone przez miejscowych artystów. W naszym przypadku skończyło się to na nabyciu kilku ciekawych pocztówek.

20160724_112850

Nie zapominając, co było głównym celem naszej wycieczki, zdecydowaliśmy się zjeść późne śniadanie w Breakfast Thieves. Co prawda na wolny stolik musieliśmy poczekać przeszło kilkanaście minut, ale cierpliwość się opłaciła. Oboje zdecydowaliśmy się na jajka po benedyktyńsku. Ja w wersji wegetariańskiej, czyli z pieczonym kalafiorem i grzanką ze szpinakiem. Michał rzecz jasna nie mógł się obejść bez boczku. Było przepysznie.

20160724_121818

IMAG0066

Po tak porządnym śniadaniu, z nowym zapasem energii postanowiliśmy zaliczyć jedną z najbardziej popularnych atrakcji turystycznych w Melbourne, czyli wjechać na 88 piętro Eureka Tower. Na górze czekała na nas przepiękna panorama miasta. Niestety fotografowanie było trochę utrudnione ze względu na mocno przyciemniane szyby. Rozczarowujące okazało się też reklamowane The Edge, czyli szklany sześcian wysuwający się z jednej ze ścian budynku. Nie dość, że za tą atrakcję trzeba dopłacić prawie równowartość biletu, to nie można też robić tam zdjęć. Po chwili namysłu uznaliśmy, że nie jest to warte swojej ceny. Ostatecznie na Skydeck 88 z pewnością wybierzemy się raz jeszcze, ale wieczorową porą i z opcją podziwiania zachodu słońca.
IMAG0073

Wcześniej

Papugi na wzgórzach Dandenong

Później

Trochę sztuki w Melbourne – Degas: A New Vision Exhibition

3 Comments

  1. Żurawina

    Nie tylko umiesz oglądać i zwiedzać, ale i pisać o tym, Skalikurku ( jako pięciolatka wybrałaś nazwę tego ptaszka jako nowe imię, a Piotrek chciał być drontem dodo -nie wiem, co was bardziej fascynowało: egzotyczny wygląd, czy nazwy ptaków ).

  2. Marek

    ;p

    A tak poważniej. Czytam każdy wpis 🙂 I trochę szkoda, że tak wizyty we Wro nie relacjonowałaś 🙂

  3. Marek

    Pierwszy.

Odpowiedz na „MarekAnuluj pisanie odpowiedzi