Długo zastanawialiśmy się, czy wolimy poczekać na ładną pogodę i wycieczkę po Great Ocean Road, czy jednak nasze pierwsze spotkanie z koalą przeżyć w zoo. W końcu uznaliśmy, że warto zawczasu obejrzeć sobie tego torbacza z bliska, aby potem łatwiej móc wypatrzyć go w naturze.

Wybraliśmy się do oddalonego o ponad godzinę jazdy samochodem od Melbourne Healesville Sanctuary. Nie jest to takie zwykłe zoo, w którym spotkać można lwy albo żyrafy.  Wszystkie zwierzęta w sanktuarium należą do rodzimych gatunków Australii. W ogrodzie zoologicznym znajduje się także lecznica, gdzie często trafiają osierocone lub chore kangurki, koale czy papugi.

Laboratorium weterynaryjne

Spacer po ogrodzie zaczęliśmy od najbardziej wyczekiwanego przez nas torbacza, czyli koali. Nazwa tego zwierzęcia pochodzi od aborygeńskiego słowa oznaczającego „ten, który nie pije wody”. Nie jest to w stu procentach prawdziwe stwierdzenie, bo chociaż koale większość potrzebnych im płynów pobierają z liści eukaliptusa, to w okresach suszy lub pożarów lasów zdarza im szukać innych źródeł wody.


Koala na drzewie


Koala na drzewie

Fałszywe jest zatem przekonanie, że koale nie schodzą na ziemię. Wynika ono głównie z powodu ich niewielkiej ruchliwości, przesypiają około 18 godzin na dobę. Tym, co zmusza je do opuszczenia wygodnego drzewa, jest pożywienie. Dorosła koala potrzebuje od 0,5 do 1 kg liści eukaliptusa dziennie. Taki posiłek nie dostarcza im zbyt dużo energii, stąd ich leniwy tryb życia. Nie dajcie się jednak zwieść, w razie potrzeby, koale bardzo szybko i zwinnie potrafią przeskakiwać z drzewa na drzewo.


Skacząca koala


Skacząca koala


Skacząca koala

Healesville Sanctuary, w odróżnieniu od tradycyjnego zoo, oferuje każdego dnia spotkania z opiekunami zwierząt. Stanowią one doskonałą okazję do poszerzenia swojej wiedzy o australijskiej faunie, uzyskania odpowiedzi na nurtujące nas pytania, czy nawet pogłaskania torbacza. Nam udało się uczestniczyć w pokazie ptaków oraz w spotkaniach z kangurami i dziobakiem. Cieszyły się one na tyle dużym zainteresowaniem, że trudno było o indywidualny kontakt ze zwierzętami. Mimo to udało mi się pogłaskać kangura. Nie spodziewałam się, że mają one tak mięciutkie futerko. 


Kangury

Zarówno kangury, jak i wallaby (bardzo podobne do kangurów, ale mniejsze od nich torbacze) znajdują się w otwartych dla zwiedzających zagrodach. Każdy może do nich wejść, przejść się wyznaczoną ścieżką. Najczęściej ze strony zwierząt spotkać się można jedynie z obojętnością, czemu w sumie nie należy się dziwić. Też nie byłabym zachwycona, gdyby przez mój dom codziennie przechadzali się jacyś namolni turyści.


Kangury


Kangury

Z całej wycieczki ostatecznie to nie koala czy kangur skradli moje serce, lecz torbacz, o którego istnieniu nie każdy słyszał – wombat. Mieliśmy szczęście uczestniczyć w bardzo kameralnym (sześcioosobowym) spotkaniu z udziałem tego słodkiego zwierzaka i jego opiekunem. Piętnastomiesięczna samica wombata okazała się być przeurocza. Nieustannie domagała się uwagi swojego pana, który musiał wykazać się nie lada siłą żeby ja udźwignąć. Gdy tylko pulchny ssak został odstawiony na ziemię, w oczekiwaniu na kolejną porcję pieszczot, podgryzał nogawki pracownika zoo.  Jak widać na poniższym zdjęciu była to obustronna sympatia.


Wombat i jego opiekun

Podczas rozmowy dowiedzieliśmy się, miedzy innym, że chociaż wombat wygląda na raczej leniwe i powolne zwierzę, to w sytuacjach zagrożenia może przebiec 100 metrów w 10 sekund. Nawet Usain Bolt by się spocił. Dla niedowiarków, filmik:


Wombat i jego opiekun


Wombat i jego opiekun

Wizytę w Healesville Sanctuary zakończyliśmy na pokazie ptaków Australii. Była to jednocześnie najdłuższa i najciekawsza obejrzana przez nas prezentacja. Spotkanie prowadził wieloletni pracownik zoo, który nie tylko posiadał ogromną wiedzą, ale również wykazał się niesamowitym kontaktem ze swoimi podopiecznymi. Ptaki bezbłędnie reagowały na wszystkie jego polecenia.


Tresura ptaków

Po raz kolejny okazało się, że wczesne wstawanie się opłaca. Kiedy przyjechaliśmy do ogrodu zoologicznego w godzinie jego otwarcia, na parkingu stały trzy samochody. Gdy wyjeżdżaliśmy, nie było już nam nim wolnych miejsc.

A na koniec dwa charakterne gatunki, diabeł tasmański i pelikan australijski. 😉


Diabeł tasmański


Pelikan australijski