Życie do góry nogami

Krótkie historie dwójki ryzykantów

Autor: Michał Mamzer (Strona 1 z 2)

W krainie Hobbita – W drodze do Shire (dzień czwarty)

Naładowani energią po rejsie i wizycie w czarującej jaskini, wstaliśmy wyspani już w okolicach 6:00. Wszystkie zaplanowane atrakcje na terenach północnych odhaczyliśmy, a kolejna wielka, czyli Hobbiton, znajdowała się w samej w linii prostej jakieś 240km od naszego noclegu.

Nie chcieliśmy całego dnia spędzić tylko w trasie, zatem na naszej mapce nanieśliśmy zawczasu kilka punktów, a miast jechać wprost do celu, zdecydowaliśmy się objechać cały półwysep Coromandel.

Czytaj dalej…

W krainie Hobbita – Od pustyni po tropiki (dzień drugi)

Pierwszy dzień wymagał niemało wysiłku. Opóźniony nocny lot przesunął nasz start ostatecznie o niecałe dwie godziny, a zaplanowane blisko 500km drogi trzeba było wykonać przed zmrokiem. Wszystko dlatego, że punkty na naszej mapie (pomijając las Waipoua) znajdowały się na samej północy wyspy. Poniekąd tłumaczy to nie aż tak obszerną relację początku naszej nowozelandzkiej podróży. Kilometry mijały szybko, mogliśmy chłonąć krajobrazy podróżując po przepięknej trasie turystycznej Twin Coast, ale na dłuższy przystanek nie starczyłoby czasu.

To drugiego dnia tak naprawdę wszystko się zaczęło.

Czytaj dalej…

SaaB i Grampians

Samochód w Australii

Dystans do pracy Kasi okazał się zbyt duży, aby sensownie korzystać z komunikacji. Po przylocie musieliśmy więc w dość krótkim czasie przyswoić sobie zasady rządzące australijskim rynkiem samochodowym i nabyć własny automobil. Jest kilka rzeczy, które już zawczasu należy wziąć pod uwagę, aby nie sięgnąć dna skarbonki.

Czytaj dalej…

Dworze Flinders Street w Melbourne

Kilka słów o odległościach

Przed przylotem do Melbourne cały czas mieliśmy w wyobraźni jedno wielkie, pięciomilionowe miasto. I choć słyszeliśmy co nieco o tej aglomeracji, to dopiero na miejscu mogliśmy zobaczyć, jak to wszystko działa.

Czytaj dalej…

Wiza Skilled – Recognised Graduate (476)

Co prawda zarówno mi jak i Kasi udało się przebrnąć przez 5 lat studiów na Politechnice Wrocławskiej, ale samo hasło „wiza australijska” trafiło do nas dopiero kilka miesięcy po ukończeniu uczelni. Wcześniej podsłyszane informacje, że jedna albo druga osoba wybiera się na drugi koniec świata, puszczaliśmy mimo uszu.

Czytaj dalej…

Strona 1 z 212